Blog Afryka Kenia - Tanzania 2010

Na wyprawę na safari chyba nie trzeba nikogo długo namawiać. W podróż na czarny ląd wybraliśmy w południowo- wschodni zakątek, który stał się dla nas zaproszeniem do kolejnych wypraw na ten niezwykły kontynent. Nasza plan na podróż do Afryki zakładał Kenię, Tanzanie i tanzańską wyspę Zaznibar. Głównymi punktami programu miało być safari w Parku Masai Mara, jezioro Nakuru, Kilimandżaro ( niestety nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, żeby zdobyć szczyt) i rajski Zanzibar. Po drodze zahaczyliśmy o Nairobi, Mombasę, a w Tanzanii Dar Es Salaam i Stone Town.

 

Nasza Trasa: Mombasa- Nairobi- Masai Mara- Kakamega- Nakuru- Nairobi- Kilimandżaro- Ngorongoro- Dar Es Salaam- Zanzibar- Mombasa

 

Przygotowania do wyjazdu...

Wielkimi krokami zbliżamy się do kolejnego wyjazdu, tym razem chcemy zobaczyć kawałek czarnej Afryki; wybieramy się do Kenii i Tanzanii. Plan wyjazdu jeszcze nie jest gotowy, póki co staramy się zorganizować medycznie i formalnie, tzn. niestety konieczna była wymiana paszportu- ze starego niepostrzeżeniewypadła najważniejsza strona.

Wydawało mi się, że przygotowanie medyczne niczym nie będzie się różnić od tego co robiliśmy do tej pory, czyli standardowa wizyta u pielęgniarki, sprawdzenie czy potrzebne są nam jakieś sczepienia, leki na malarie i tyle. Niestety spotkała nas przykra niespodzianka od czasu poprzedniego wyjazdu zmieniliśmy przychodnie i niestety personel obecnej jest zdecydowanie mniej kompetentny i bez cienia skrupułów wysyłają nas do specjalistycznej przychodni, gdzie za każdą konsultacje trzeba płacić. Ale od czego jest Internet; najważniejsze szczepienia na żółtaczkę typu A, tyfus, polio, tężec i oczywiście żółtą febrę, które jest obowiązkowa przy przekroczeniu granicy kenijsko –tanzańskiej mamy, problem stanowią tabletki na malarię na które niestety w UK trzeba mieć specjalną receptę, więc tak czy siak wizyty w tzn. travel clinic nie unikniemy.

Przeszukując przewodniki, Internet, blogi i fora internetowa napotykamy na niezliczona ilość ofert i opinii, największy problem jednak stanowi totalna rozbieżność cen za wstępy do parków, safari, transport. Trudno w takiej sytuacji ustalić jakiś sensowny budżet i plan, miejmy nadzieję, że jakoś uda nam się ustalić wspólny mianownik i nie zrujnować się zupełnie.

Wizyta w travel clinic na szczescie nie okazala sie strata pieniedzy, mamy tabletki antymalaryczne, dzialajace jak antybiotyki, które nalezy przyjmowac raz dziennie  na 2 dni przed podróza, w czasie calej podrózy i 28 dni po podrózy. Pozostale  szczepionki mamy juz za soba, tylko nie zapomniec zóltej ksiazeczki szczepien. Teraz tylko drobiazgi, kopie dokumentów, wyplata gotówki, telefon do banku, drobne zakupy, srodki na komary, drobiazgi lokalne jako podarki i organizujemy sie, musimy jeszcze tylko znalezc tani nocleg w Nairobi, Mombasie i Dar Em Salaam. Juz nie mozemy sie doczekac , oczywiscie obawiamy sie chorób, kradziezy, ale przeciez nie przewidzimy wszystkiego……

 

Mombasa- Nairobi, Kenia dzień pierwszy

Nasza podróz rozpoczelismy juz w piatek, wylatujac z London Gatwick, skad wieczorem mielismy samolot do Mombasy. W Mombasie wyladowalismy w sobote rano i razem z okolo 300 innymi osbami, czekalismy okolo godziny na przyznanie wizy. Potem szybko lapalismy taksówke na dworzec autobusowy. Nasz taksówkarz okazal sie byc niezwykle rozmowy i przyjacielski i o dziwo wiedzial co nieco o Polsce, kojarzyl Waslese i niedawna katastrofe prezydenckiego samolotu. Przedmiescia Momabasy bynajmniej nie wygladaja bardzo biednie- slumsy sa wypelnione ciasno zbitkami z blachy falistej, tektury, opon, i czym popadnie. Przecietna wielkosc baraku to 6m². Brak biezacej wody, która mozna tylko kupic w wielkim kanistrze od ulicznego sprzedawcy, kompletny brak kanalizacji, zakurzone czerwonym piachem uliczki i wszedzie walajace sie smieci. Ale w tych slumsach, skad pochodzi nasz kierowca “choc nie ma przemyslu, jest wiele biznesu” (brzmi to jak straszny zart). Widzimy wiec budy z uzywanymi butami i mnóstwo innych dziwnych przechodzonych przedmiotów. Dworzec autobusowy, na który docieramy, jak wszystkie placowki publiczne w Kenii ma swoja wlasna ochrone. Mily pan w okienku stwierdzil, ze autobus do Nairobii bedzie “soon”, obawiajac sie afrykanskiego pojmowania czasu nie spodziewalismy sie , ze “soon” to tylko okolo 30 minut i pojawil sie autobus. Droga z Mombasy do Nairobi zajmuje okolo 8 godzin i wiedzie przez slamsowe przedmiescia Mobmasy a potem przez park Tsavo. Tak wiec przez 8 godzin mielismy przyjemnosc podziwiac cuda kenijskiej przyrody- baobaby, akacje, ogromne kopce termitów, malpy i stada zebr! Niesamowite! Do Nairobii docieramy okolo 18 tej i to co sie dzieje na ulicach przekracza nasze europejskie pojecie ruchu drogowego; zasady ruchu drogowego nie obowiazuja nikogo, jedyna regula jest wszechwladny klakson. Niestety dalismy sie zwiesc naszemu przewodnikowi, który donosil, ze w Kenii wszedzie i za wszystko mozna placic w amerykanskich dolarach, co okazalo sie kompletna bzdura. Docieramy do Nairobii w sobote póznym wieczorem (sciemnia sie okolo 19tej i wtedy juz mozne nie byc tak fajnie) wszystkie kantory i banki sa juz zamkniete, nie pozostaje nam nic innego jak piesza wycieczka do hostelu. Na szczescie z pomoca przychodzi nam sympatyczne rodzenstwo, które nie oczekujac nic w zamian prowadza nas do naszego hostelu. Bylo to cos czego zupelnie sie nie spodziewalismy, tym bardziej, ze bynajmniej nie bylo im to po drodze, bylismy pod ogromnym wrazeniem ich goscinnosci. Sa zaskoczeni, ze decydujemy sie isc pieszo- nawet nasz ciemnoskóry ochroniarz stwierdza, ze by sie bal. Padamy z nóg, jeszcze tylko kolacja, na która standarowy czas oczekiwania to okolo 1,5 h, nie ma pospiechu, mamy czas, tutaj nikt sie nie spieszy!

 

Nairobi

Rano stolica prezentuje sie o wiele lepiej. Ulice sa szerokie, kilka nowoczesnych wiezówców w centrum, nawolywalania z pobliskiego meczetu. Po kilkugodzinnym spacerze siadamy niespiesznie w parku - cale rodziny wyleguja sie w cieniu drzew- widac tak spedzaja popoludnie mieszkancy Nairobi.

 

Sierociniec dla sloni w Nairobi

Postanawiamy odwiedzic Sierociniec i Ośrodek Rehabilitacyjny dla słoni w Nairobi im. Davida Sheldricka (David Sheldrick Wildlife Trust). Caly osrodek miesci sie w Narodym Parku Nairobi (dojazd takskówka z centrum zajmuje i kosztuje okolo )

 

Kibera

>Po wizycie w sierocincu kierujemy sie w strone Kibery. To najwieksza dzielnica slumsów we wschodniej Afryce nazywana jest dzielnica biedy. W wiekszosci mieszkancy Kibery nie maja szans na awans - sa tu cale rodziny, w ogromnej wiekszczosci wielodzietne. Wiele pokolen. Dochod to cztery dolary tygodniowo. Ludzie jednak jakos tu zyja i czasami udaje im sie przedostac do normalnych. 

 

Park Narodowy Masai Mara

Po kilku dniach pobytu w Nairobi czas na odrobine afrykanskiej przygody. Znalezlismy przewodnika, który zabierze nas na Safari. Ogólnie byla to droga impreza, ale na safari jedzie sie raz w zyciu, zatem targujemy ile sie da i pakujemy rzeczy do naszego minibusika. Po kilku godzinach uciazliwej trzesiawki (wyboiste drogi!), w koncu docieramy do punktu namiotowego (czyli 2 namioty- nasz i przewodnika), w której przez nastepne dni bedziemy mieszkac. Jest oddalona o jakies 300 metrów od wioski Masajów, zaprzyjaznionych z naszym przewodnikiem. Na ten czas dostajemy przewodnika - Masaja. Pierwszego dnia oprowadzal nas po okolicy - pokonowyalismy ogromne przestrzenie pieszo- a wieczorem, gdy wiekszosc byla juz w wiosce, spedzalismy czas z Masajami. Pomagalismy nosic wode - z jakies 5km w jedna strone - nie wiem jak codziennie kobiety robia to jaka zwyskla rzecz. Szefem naszej wioski byl okolo 60letni Masaj, który mial okolo 50 dzieci (nie byl w stanie policzyc) z 6 zonami. Dzieci chetnie nam spiewaly i chcialy wystepowac przed nami tanczac i spiewajac (chyba jak kazde dziecko na swiecie troche sie popisywaly). Byly ogolnie zaniedbane i brudne - gdy zobaczylismy je pierwszy raz naprawde zal nam sie ich zrobilo- pozniej przyzwyczailismy sie do takiego widoku- w takich warunkach przyszlo im zyc. Kupilismy troche lokalnych ozdób, aby pomóc mieszkancom wioski. Jednak nie zdecydowalismy sie nocowac w wiosce, z Masajami- smród krowich odchodów w malej lepiance wywolywal odruchy wymiotne. I choc mozna bylo spac pod gwiazdami - ale noce byly dosc chlodne- wybralismy wiec nasz oboz. Nasz nie-Masaj przewodnik (z plemienia Kikuju - spedzilismy dlugie godziny na rozmowach o polityce, sytuacji spolecznej, plemionach w Kenii i konfliktach) bierze nas na 2 dniowe safari do Parku Narodowego Masai Mara. Udalo sie zobaczyc Wielka Piatke na woldnosci - wspaniale przezycie- szkoda, ze tak skomercjonalizowane - i choc my bylismy tego czescia - nadal uwazamy ze warto wydac raz w zyciu kase aby to przezyc. Poza tym w takich parkach- przez to, ze placimy bilet (jest drogo) mniej jest klusowników, a zwierzeta moga czuc sie mniej zagrozone - choc i tu zdarzaja sie gnidy, które chca zabijac dla kasy. Patologia przez duze P. Glownym rynkiem dla kosci sloniowej czy nosorozców sa Chiny, zaboony i wierzenia sprawiaja, ze umieraja zwierzeta.

Naivasha i powrót do Nairobi

Plan byl jednak inny - chcielismy jechac do Narodowego Parku Nakuru- wyszlo inaczej- byismy po prostu zmeczni i w polowie drogi zdecydowalismy troche odpoczac. Bilety do Nakuru sa naprawde drogie a w Naivasha mielismy dostalismy odrobine Nakuru. Wycieczka po jeziorze - tym razem nieco inne, wodne safari, wynioslo nas o wiele taniej niz Nakuru a w dodatku zregenowalismy sily do dalszej podrózy. Postanowilismy zrezygnowac z Nakuru i jechac do Tanzanii (zreszta taki byl plan), ale najpierw musielismy wrócic do Nairobi

Tym razem nie spedzilismy wiele czasu w stolicy Kenii, zjedlismy obiad i tego samego dnia zlapalismy autobus do Tanzanii - Arushy. Granice przekroczylismy w Namanga. Cala trasa nie slawi sie dobra reputacja- ktos opowiadal, ze tydizen temu porwano autobus z 32 osobami. 32!!! Nie wiem jak to jest w ogole mozliwe i czy ktos zmyslial, ale okolice sa podejrzane, bardzo biedne.

Arusha - Tanzania

Dotarlismy wreszcie do Arushy. Podróz byla dluga - a my zmeczni. Znalezlismy hostel, gdzie bylo kilka backpackerów,

Zawsze chcemy maksimum różnorodnych doświadczeń dlatego też tym razem nasz wybór pada na Tanzanię, znaleźliśmy tam to wszystko, o czym marzyliśmy: niesamowitą górę Kilimandżaro, spektakularne sawanny Serenetti, prastare lasy z ostatnimi żyjącymi na wolności Gorylami i rajski Zanzibar. Okazało się, że Tanzania to również prawdziwa, niepowtarzalna przygoda.

Nie ma takiego drugiego miejsca na ziemi.

Tanzania to kraj zamieszkały przez 120 grup etnicznych , z których każda ma swoją odrębną kulturę. Przez całą swoją współczesną historię Tanzania wolna jest od konfliktów etnicznych za wyjątkiem incydentów na Zanzibarze. Mieszkańcy Zanzibaru to Arabowie, a mieszkańcy kontynentalnej Tanzanii to natomiast Czarni Chrześcijanie którzy przez długie lata byli ze sobą skonfliktowani. Znamienne dla historii Tanganiki (Związku Tanzanii i Zanzibaru) były rządy prezydenta Juliusa Nyerere, który był inicjatorem unii o nazwie Tanzania. Za jego czasów prawie wszystkie dzieci poszły do szkół, zmniejszył się poziom analfabetyzmu i wzrosła długość życia z 41 lat do 51. Neyerere wprowadził jeden oficjalny język kiswahili i zakazał jątrzenia politycznego na tle plemiennym. Socjalizm nie ominął też Tanzanii, pomysł ten się jednak nie powiódł i zamiast kolektywizacji, upaństwowienia prywatnej własności przyniósł biedę.

Okazuje się, że wcale nie tak łatwo zdecydować od czego zacząć podróż po Tanzanii – wybierając jedno miejsce, omijamy kolejną atrakcję, która sie znajduje tuz obok. Po wielu dyskusjach mniej i tych bardziej głośnych podjęliśmy jednak decyzję. Zaczynamy od Moshi- mekki backpackerów i podróżników. Miasteczko samo w sobie jest małe, ale dość ruchliwe- jest to główna baz wypadowa na najwyższe górę Afryki- Kilimandżaro. Charakterystyczny, biały „dach” góry, wiecznie osnuty śniegami wznosi sie nad trawami sawanny i jest częstym motywem pocztówek z Afryki. Górę widać z odległości, bagatela, około 400km. Kiedy ją widzisz, rozumiesz, dlaczego musiałeś tu przyjechać. Miejscowi otaczają ją swego rodzaju kultem, jest dla nich niczym nienaruszony fundament, który będzie trwać na wieki, strażnik tego co niezmienne i niezachwiane.

Lokalna legenda ludu Chagga opowiada, że kiedyś pewien wódz chciał koniecznie dostać srebro ze szczytów góry- wysyłał i wysyłał swoje ekspedycje wojowników, ale każdy wracał z pustymi rękami. Opowiadali, że srebro zamieniło się w wodę po drodze i nigdy nie mogli dotrzeć do wioski ze skarbem. Wódz surowo karząc wojowników- sprowadził na wioskę gniew góry i nieszczęście- wkrótce cała wioska miała zostać starta z powierzchni ziemi.

Mimo, że to najwyższa góra Afryki, wspinaczka na nią nie należy do zadań niewykonalnych- w Tanzanii powstało wiele agencji turystycznych oferujących wspinaczkę. Kilimandżaro potocznie zwane Kili jest niezwykle popularną górą i dostępną niemalże dla każdego. Obecnie na Kili można wejść tylko z przewodnikiem. Lokalne i zagraniczne biura podróży oferują wszystko- pełen zakres usług: przewodnika, tragarzy, kucharzy i prowiant. Wyprawę na Kili może zorganizować niemalże z każdego miejsca na świecie a ceny wahają się w granicach $1000-$2000 dolarów. Oczywiście można również zorganizować wyprawę na miejscu i skorzystać z tańszej opcji, czyli usług lokalnego biura podróży, niesie to ze sobą ryzyko, że zostanie się oszukanym, takie przypadki zdarzają się jednak bardzo rzadko. Do wyboru jest 7 tras. Około 8 dniowa wyprawa zorganizowana jest dosłownie dla wszystkich, tych z dużym doświadczeniem górskim jak i tych którzy są mniej obyci z górami. Z długimi przerwami na aklimatyzację i sławnymi tragarzami, którzy pomagają nieść ciężki plecak, niemalże każdemu udaje się zdobyć dach Afryki. Pierwsze etapy to unikatowa na skale światowa dżungla- niektóre gatunki roślin występują wyłącznie tu. Do pokonania mamy długa drogę, Kilimadżaro mierzy 5895 metrów nad poziomem morza, która ciągnie się przez dżunglę a kończy gdy w ostatni etap podejścia ruszymy w środku nocy, kiedy temperatury są bliskie zera a organizm nierzadko cierpi na chorobę wysokościową. W końcu Kili łaskawie pozwala postawić nam stopę na szczycie. Przyjemność zdobycia dachu Afryki jest niepowtarzalna, to osobisty sukces. Widok z góry to ukoronowanie trudów wspinaczki- zapiera dech w piersiach- płyniemy w chmurach, jesteśmy na dachu Afryki!

Niestety naukowcy wróżą, że legendarne śniegi Kilimandżaro niedługo odejdą w niepamięć. Kiedyś imponująca, wielka biała czapa niestety w ciągu 100 lat skurczyła się o 85 procent. Prognozy dotyczące dżungli wokół samej góry również nie są ciekawe- masowa turystyka zadeptuje unikatowy Park Narodowy Kilimandżaro- dlatego tak ważne są programy odnowy i racjonalne użytkowanie tego cudu natury.

Spotkanie z Gorylami

Z Moshi pojechaliśmy do Nieprzeniknionego Lasu Bwindi. To jeden z najbogatszych ekosystemów w Afryce i miejsce występowanie ponad 120 różnych gatunków zwierząt. To również miejsce, gdzie można spotkać ostatnie żyjące na wolności goryle górskie. Na to właśnie liczymy. W 2002 roku w Narodowym Parku Udzungwa uruchomiony został program WWF „Afrykański program Małp człekokształtnych” aby utrzymać jak najwięcej goryli w ich naturalnym środowisku, ale jeszcze zaledwie kilka lat temu również goryle były celem kłusowników. Szacuje sie, że dziś żyje tylko około 660 goryli. Aby zobaczyć „na żywo” unikatową na skalę światowa rodzinę goryli, trzeba być upartym i zdeterminowanym - kilka godzin marszu w dżungli zdecydowanie daje nam w kość. Przewodnicy, wśród gęstej roślinności wypatrują najmniejszego znaku obecności zwierząt, doskonale wiedzą gdzie ich szukać. Są! Nareszcie! Trzy potężne czarne samice zdaja się być nie zainteresowane nasza obecnością. Wydaja sie bardzo powolne i ostrożne- jednak Goryle mogą być niesamowicie groźne- z łatwością mogą wywrócić jeepa... razem z zawartością...czyli nami! Goryle wzbudzają ciągłe zainteresowanie zwykłych turystów jak i przyrodników, wszyscy chcemy poobserwować naszych bliskich krewniaków a tym samym dowiedzieć się więcej o sobie . Górskie goryle Rwandy, Ugandy i Tanzanii były i nadal są przedmiotem licznych badań i opracowań naukowych, dlatego też tak ważne jest, żeby nie zakłócać ich naturalnego rytmu życia, abyśmy mogli cieszyć się ich obecnością jeszcze przez długie lata.

To jest to, co nazywamy prawdziwą przygodą- emocje towarzyszce takiemu spotkaniu są wprost nie do opisania. Mamy wrażenie, że robimy cos wyjątkowego i niepowtarzalnego, czego już nigdy będziemy mieli okazji powtórzyć. Zbliżamy sie do nich na odległość kilkudziesięcieciu metrów- łzy cisną sie do oczu... Intensywne doświadczenie ze spotkania z człekokształtnymi budzi pytania, jak można zabijać takie zwierzęta i co się dalej z nimi stanie jeżeli człowiek będzie wciąż prowadzi tak ekspansywną politykę zagospodarowania afrykańskiej dżungli. Zastanawiamy sie, jak możemy im pomóc, bo ktoś kto kiedykolwiek widział te zwierzęta w ich naturalnym środowisku nigdy nie przejdzie wobec nich obojętnie obok.

Raj na Ziemi

Szybko i jednogłośnie zdecydowaliśmy się wyjazd na rajską wyspę – Zanzibar, aby zakosztować afrykańskich turystycznych rarytasów i odpocząć pod palmami. Na Zanzibar można dostać się albo samolotem lokalnych linii lotniczych albo promem- katamaranem. My wybraliśmy tą drugą opcję , ale po zaledwie 2 minutach pobytu na łodzi zaczynamy gorzko żałować. Podczas prawie dwu godzinnej podróży okazało się, że cierpimy (z resztą nie tylko my, a większość pasażerów) na chorobę morską. Tak więc nie widzieliśmy nic, nie pamiętamy nic. Niczego na świecie pragnęliśmy, jak stanąć na suchym lądzie. Zdecydowanie w drogę powrotną udamy się samolotem! Naszym miejscem docelowym jest spokojny północny kraniec wyspy- Jambianii. Docieramy na miejsce i jesteśmy zachwyceni- cisza, spokój, niewielu turystów, gorący biały piasek pod stopami a nad nami turkusowe niebo i palmy! Wygląda lepiej niż raj… Czego więcej może chcieć zmęczony turysta?

Zanzibar to zaledwie około 1600 kilometrów kwadratowych powierzchni. Wyspa pachnie kardamonem, cynamonem, imbirem i goździkami. Dla spragnionego odpoczynku turysty to raj na ziemi- biały piasek, woda tak niebieska, że nie widać horyzontu ocean zlewa się z niebem w wielki błękit, palmy kokosowe i gorące afrykańskie słońce. Wymarzone miejsce dla wielbicieli sportów wodnych czy też pływania z delfinami. Zanzibar jednak to nie tylko piasek, palmy i woda, ta niewielka wyspa ma niezwykle ciekawą i barwną historię. Zanzibar w swojej historii przeszedł przez ręce Arabów, Persów, w XVI wieku trafił pod panowanie portugalskie po to aby później trafić do Sułtanatu Omanu i w1861 utworzono odrębny Sułtanat Zanzibaru.

Zanzibar był jednym ze światowych centrów handlu niewolnikami, w drugiej połowie XIX wieku przez wyspę przechodziło około 50 tysięcy niewolników rocznie, transportowanych z kontynentu afrykańskiego, najwięcej ludzi ginęło podczas transportu. Do czasu zniesienia niewolnictwa w 1879 był największym portem przeładunkowym we wschodniej Afryce. Obecnie Zanzibar przynależy do Tanzanii na zasadach autonomii ma własny parlament , rząd i prezydenta. Na Zanzibarze żyją głownie potomkowie handlarzy niewolników. Niewolnictwo uprawiane przez Muzułmanów trwało przez 14 wieków, według historyków ofiarą tego systemu mogło paść nawet 9-13 milionów ludzi wywiezionych przez arabskich kupców do krajów północnej Afryki , Persji czy na Bliski Wschód. Prawo jednak zakazywało Muzułmanom wykorzystywania niewolników w roli prostytutek i odłączania dzieci od matek. Życie tu płynie spokojnym, leniwym rytmem bez pośpiechu i wielkomiejskiego hałasu. Gwarno natomiast jest na bazarach , przy ulicznych straganach tam toczą się spory i zacięte dyskusje to również najlepszy punkt obserwacyjny. Na ulicach Stone Town pełno kupujących, sprzedających, mężczyźni doglądają swoich interesów tudzież organizują nowe. Mężczyźni na Zanzibarze mają prawo do posiadania więcej niż jednej żony pod warunkiem jednak, że będą w stanie ją utrzymać. Kobiety natomiast spędzają większość czasu doglądając domowego ogniska- gotują, zajmują się domem albo wyplatają maty z liści palmy i trawy, ich dłonie i stopy pokrywają piękne wzory z henny. Wiele kobiet przed południem kiedy zaczyna się odpływ udaje się nad morze, żeby uprawiać swoje poletka glonów – alg. Woda cofa się na odległość około kilometra i możemy zobaczyć maleńkie zanurzone w wodzie paliki pomiędzy którymi rozciągnięte są sznurki, które odgradzają poletka. Kobiety przychodzą codziennie żeby doglądać swoich grządek i zbierać najbardziej okazałe glony, które potem zostają sprzedane lokalnym handlarzom i jadą dalej do Europy i Ameryki gdzie produkuje się z nich kosztowne i niezwykle cenione kremy.

Kręcimy się trochę po wiosce, obserwując otaczającą nas rzeczywistość z zaciekawieniem, żar leje się z nieba niemiłosierny, dzieciaki w szkolnych mundurkach przyglądają nam się z zaciekawieniem, wstydzą się podejść. W wiosce pojawiają się biali – Europejczycy, Amerykanie pracujący tu jako wolontariusze. Jeśli jednak taki sielski obrazek Zanzibaru nie przemawia do was można skorzystać z bogatej oferty sportów wodnych, pływania z delfinami czy też poobserwować bardzo rzadkie a wciąż występujące na Zanzibarze dożywające nawet 100 lat żółwie olbrzymie. Warto również skosztować smakowitej i niezwykle aromatycznej kuchni Zanzibaru, które obfituje w ryby, owoce morze i lokalne owoce. Niestety nasz pobyt na rajskiej wyspie powoli dobiegł- końca czas rezerwować samolot powrotny i pakować plecaki. Rezerwacja samolotu przebiegła dość sprawnie dopóki nie okazało się, że zarezerwowaliśmy bilety na zły dzień. Instytucja call Centre nie jest zbyt rozwinięta w Tanzanii ale w końcu udało mi się połączyć z biurem na lotnisku, niestety próżny mój trud nie obyło się bez nerwowej wizycie w biurze tuż przed odlotem i zakupem dodatkowego biletu. Lotnisko w Stone Town przypomina niewielki hangar a płyta lotniska to trawiaste pole golfowe, ale i tak wszystko jest lepsze od katamaranu! Z jeszcze ostatni rzut oka z samolotu na cudowną rajską krainę i wracamy na kontynent- lądujemy w Mombasie. Tanzania to barwna, różnorodna i ciekawa Afryka w miniaturce. Jednak klimat Afryki najlepiej chyba oddają autora Rowerem i Pieszo przez Czarny Ląd Kazimierza Nowaka: “Są dwie Afryki jedna na pokaz i ta druga trudna i niebezpieczna, w której jak na dłoni czytać można prawdę’’.

Afryka prawdziwa – trudna i niebezpieczna jak pisze Nowak to teren trudny do życia, nieprzychylny człowiekowi, gdzie trudno o wodę i żyzną glebę pod uprawę. Z drugiej strony ten wspaniały kontynent jest ostoją ginących gatunków zwierząt, kontynent, na którym wciąż stare, piękne tradycje, dawno zapomniane przez nasz komercyjny świat. Tanzania to kraj wyjątkowo uroczy- sławna Kili pozwala sprawdzić swoją granicę, a Zanzibar okazał się najlepszą oazą ucieczki od naszego świata. Mieszkańcy Tanzanii, to zaś ludzie , którzy z jednej strony łapczywie chłoną nowości techniczne (nawet tradycyjnie żyjący Masajowie używają dzisiaj telefonów komórkowych) a z drugiej strony niezwykle wysoko sobie cenią swoją odrębność plemienno – kulturową. Oby na zawsze i dla wszystkich Tanzania została rajem- tak jak dla nas stała się wyjątkowym miejscem, do którego wracamy w opowieściach i marzeniach. Kiedyś jeszcze przyjdzie czas na powrót do tego wspaniałego kraju.