To, co zobaczylismy, nie rowna sie opisom, zachwalajacym nad niebo czy uroczym fotografiom Angor. Tu trzeba po prostu byc. I nie da sie tego uczucia, spacerujac po Ta Phrnom czy Angor Wat porownac z zadnym innym kompleksem. To miasto jest niepowatarzalne, jedyne, niezapomniane. Przez caly dzien podrozowalismy z naszym przeowdnikiem Say'em, ktorego znalezlismy przez forum oddysei.com. Przewodnik, faktycznie odnalazl sie doskonale w swojej roli, przez caly dzien meczac sie z nami, opowiadajac troche o zyciu w Kambodzy. A nie jest ono latwe. Srednio ludzie zarabiaja tu po $130 miesiecznie, biede widac wszedzie. Gdy nastepnego dnia kupowalismy jakies placki na ulicy, spodziewajac sie, ze za dolara dostaniemy kilka plackow, nastapil szok. Sprzedawczyni zapoakowala nam siatke plackow, bananow smazonych I jeszcze jakis pierozkow. Dla mieszkancow Kambodzy dolar to strasznie duzo. Wiedza to rowniez wszedzie obecne dzieci. Kilkuletnie szkraby, wiecznie brudne I krzyczace, mister, only one dolar! Sprzedaja glownie drobne pamiatki. Przecietna rodzina ma 5-6 dzieci, ktore wychowuje ulica. Wbrew pozorom, turysci, ktorzy kupuja od nich, nie tylko nie pomagaja, ale przyczyniaja sie do ich permamentnej, beznadziejnej sytuacji. Kambodza to kraj dzieci, ale zeby im naprawde pomoc, trzeba zorganizowanej I madrze przemyslanej pomocy. Opuszczamy Kambodze. Bylo szybko, ale intensywnie. Dlugie palmy gdzies na horyzoncie, chatty na palach- typowy krajobraz Indochin zegna nas milo. Kambodza nas uwiodla- jeszcze tu kiedys wrocimy.