Blog Peru Peru Boliwia 2009

Dramat, nigdy więcej!

Łapiemy nocny autobus do Nazca, tym razem szalejemy i wybieramy droższą opcję z wygodnymi siedzeniami i posiłkiem. Bladym świtem jesteśmy na miejscu; plan jest prosty łapiemy taksówkę na lotnisko awionetek, możliwie tanio organizujemy ok. 40 minutowy lot i potem znowu w drogę do Paracas.

Czytaj więcej: Dramat, nigdy więcej!

Podróże 2009- Arequipa- Peru 2009

Arequipa to juz zdecydowanie inne wrażenia niż Cuzco. Nie ma tu tyle kolorowo ubranych kobiet, czuje się klimat bardziej cywilizowanego wybrzeża Peru. Także w kuchni coraz częściej tubylcy podają rybę niż mięso z alpaki. Arequipa może jednak zachwycić- niektórzy uważają turystyczne Cuzco za zbyt tłoczne i hałaśliwe, podobno Arequpa jest bardziej peruwiańska.

Czytaj więcej: Podróże 2009- Arequipa- Peru 2009

Podróże po Ameryce- Krótka chwila w Boliwii

Do Copacabany docieramy późnym popołudniem i starym zwyczajem pierwsze kroki kierujemy do biura podróży, żeby zorganizować sobie wycieczkę po jeziorze Titicaca i przejazd do La Paz. Negocjacje idą nam opornie, my wiemy swoje, a pani w biurze ma swój cennik, na który my się nie zgadzamy, jednakże urok osobisty i siła perswazji Ruzanny jest nie do pokonania, w końcu dostajemy to czego chcemy po dobrej cenie.

Czytaj więcej: Podróże po Ameryce- Krótka chwila w Boliwii

Titicaca- Uros

Następnego dnia udajemy się na krótki rejs po cudownym jeziorze Titicaca, zwieńczony zwiedzaniem pływających wysp Uros. Titicaca oczywiście robi wrażenie swoimi gabarytami, jednakże tego dnia prawie całą powierzchnia jeziora pokryta jest zielonym mułem, który robi dość nieciekawe wrażenie. Wycieczka na Uros to właściwie zwiedzanie trzech wysp.

Czytaj więcej: Titicaca- Uros

Gringos

 

Docieramy do Cuzco na jakąś godzinę przed świtem, jest potwornie zimno, nie pozostaje nam nic innego jak tylko złapać taksówkę do centrum. Zanim jednak uda nam się dotrzeć do centrum udajemy się na dworzec autobusowy,żeby kupić bilety na autobus do Puno i tu zaczyna się zabawa....Wszyscy wokół wykrzykują nazwy miejscowości, do których kursują autobusy ich firmy, decydujemy się na jedną z nich, obsługa usiłuje zaproponować nam usługi lepsze niż dla tubylców, a my dajemy się zwieść niewielkiej różnicy w cenie, finalizujemy transakcję i spokojnie udajemy się do centrum.

Czytaj więcej: Gringos

Przeszywający zapach koki

Autobusy do i z Pilcopaty jeżdzą tylko 2 razy  w tygodniu; do Pilcopaty we wtorek i czwartek, natomiast powrotny jest w środę i piątek wieczorem. Wszystko to spowodowane jest tym, iż do Pilcopaty prowadzi tylko jedna kręta i dość niebezpieczna droga,tak wąska iż nie sposób wyminąć samochodu jadącego z naprzeciwka.
 

Pilcopata tour ciąg dalszy

Kolejny dzień pobytu w Pilcopacie planujemy przeznaczyć na wyprawę do wioski Indian Machuasi. Zadanie to wydaje się być trudniejsze biorąc pod uwagę fakt, iż wylała rzeka i nie sposób się przez nią przeprawić. Na początek planujemy wycieczkę do miejscowości Atalaya nad rzeką Rio Alto Madres de Dios, a potem zobaczymy co się uda.

Czytaj więcej: Pilcopata tour ciąg dalszy

Santa Rosa de Huacaria

Rano budzi nas ulewny deszcze i wrzaski papug, na szczęście ulewa szybko się kończy a my pędzimy szybko coś zjeść i zorganizować sobie przewodnika po dżungli. Wychodząc z hotelu spotykamy grupę Czechów,którzy przyjechali do Pilcopaty na zorganizowany wyjazd, ich przewodnik doskonale zna miasteczko i jego mieszkańców, tak więc szybko przychodzi nam z pomocą.  

Czytaj więcej: Santa Rosa de Huacaria

wyprawa do Pilcopaty

W Cuzco lądujemy wieczorem. Jeszcze łudzimy się nadzieją, że znajdziemy jakąś agencje, która zorganizuje nam wycieczkę do Pilcopaty, jednakże nasze wysiłki okazują się być bezskuteczne. Łapiemy pierwszą taksówkę  i jedziemy na poszukiwanie hotelu. Spośród bogatej oferty miasta wybieramy opcję noclegu u tubylców. Szukamy hosteliku Carmen Alto, nie jest to miejsce rzucające się w oczy, jednak w końcu ( z drobną pomocą sklepikarza) udaje nam się odnaleźć właściwe drzwi. Carmen jest niezwykle ciepłą, sympatyczną osobą, które dodaje kolorytu hostelowi.Szybko poznajemy wszystkich domowników, a najwięcej sympatii wzbudza MANA- mała suczka, która nie daje już nam spokoju.

El Palmito

Zmierz byl blisko, postanowilismy wiec udac sie na kolacje. Dzieki identycznym szyldom (wszystkim identyczhnym) z kurczakami, frytkami I inka kola, latwo znalezc lokal, w ktorym mozna cos zjesc. Wchodzimy do jednego z nich, z nieszczegolnie bogatym wystrojem, mozna powiedziec pozna komuna. Ale jest tu wszystko, co potrzeba, zyjacym tu ludziom- proste, zbite z drzewa stoly, lodowka z zimna woda I piwem, z tylu pomieszczenia otwarta kuchnia. W Europie, jest wielkim gdy kucharz robi danie na oczach klienta

Czytaj więcej: El Palmito

Dzienniki peruwiańskie- Machu Picchu

Machu Picchu- Jeden z siedmiu cudów świata. Blady świt okazał się nie być tak białym jak planowaliśmy. Zaspaliśmy. Budzimy się około szóstej rano i czym prędzej udajemy się do centrum miasteczka, skąd odjeżdżają autobusy na Machu Picchu, naiwnie wierzymy, że jest jeszcze wcześnie, więc nie będzie tłumu turystów. Ku naszemu zdziwieniu już ustawiła się ogromna kolejka, a autobusy podjeżdżają jeden za drugim.

Czytaj więcej: Dzienniki peruwiańskie- Machu Picchu

Dzienniki peruwiańskie- Droga do Machu Picchu

Wreszcie ruszamy, powoli po wyboistych drogach Cuzco, ale to dopiero początek zabawy ( na szczęście jest ciemno i nie widzimy dokładnie jak wygląda droga), droga jest coraz bardziej kręta, a my obijamy się o siebie na tylnym siedzeniu busa. Jest ciasno, duszno i jesteśmy potwornie zmęczeni, mamy wrażenie ,że trasa, którą pokonujemy jest trasą przez kamieniołom. W końcu udaje nam się zasnąć na moment i budzimy się już w Santa Maria około pierwszej w nocy.

Czytaj więcej: Dzienniki peruwiańskie- Droga do Machu Picchu

Dzienniki peruwiańskie- Dzień I - Targ w Pisac


Piątek jest pełen emocji, najpierw szybko do pracy- byle te 6 godzin szybko minęło, potem pędem do Edynburga na lotnisko. Z Edynburga lecimy do Madrytu, do centrum docieramy około północy, zostawiamy bagaże i wybieramy się na mały rekonesans po madryckich knajpach- w końcu mamy duuuuuuuużo czasu. Najważniejszym punktem następnego dnia jest wizyta w Muzeum Prado, a późnym wieczorem mamy samolot do Limy. Wszystko zgodnie z planem, odprawa, bagaże, nie ukrywam 12- godzinny lot nad oceanem jest dla nas przeżyciem.

Czytaj więcej: Dzienniki peruwiańskie- Dzień I - Targ w Pisac

Wyprawa w dobie kryzysu

Już 2 maja rusza kolejna wyprawa Obieżyskładu- pary młodych ludzi, Marty I Wojtka. Nie są znanymi podróżnikami ani wielkimi odkrywcami. Nie prowadzą żadnego programu telewizyjnego. Jednak pasja podróżowania, ciekawość kolorów, smaków i zapachów świata nie pozwala stać w miejscu i wciąż gna do przodu. Tym razem przygotowują wyprawę do Peru i Boliwii.

Czytaj więcej: Wyprawa w dobie kryzysu

To już jutro...

Jeszcze tylko miesiąc, dwa tygodnie i nagle nie wiadomo jak czas upłynął niepostrzeżenie i już jutro wyjeżdżamy. Dziś wieczorem jeszcze ostatnie gorączkowe pakowanie, sprawdzanie wszystkiego i jesteśmy gotowi!. Jutro po pracy ( szkoda dnia wolne na przygotowania)jedziemy do Edynburga skąd lecimy do Madrytu; w Madrycie planujemy zostać jeden dzień skosztować hiszpańskich trunków i tapas, no i oczywiście odwiedzić Muzeum del Prado.

Czytaj więcej: To już jutro...

Najbliższa wyprawa- Peru 2009

Gringos śladami Inków- wspomnienie czy rzeczywistość? Czyli Peru- Boliwia 2009

Cel: Chcemy sfotografować współczesnych potomków Inków

Gdzie: Lima- Cuzco- Machu Picchu- Pilcopata- Santa Rosa de Huacari - Puno- Copacabana- La Paz- Arequipa- Nazca- Paracas- Lima

Kiedy: maj 2009

Opis: 

Wielokulturowe Peru łączy inkaską przeszłość i hiszpańsko- katolicką teraźniejszość. Misjonarze, którzy przybyli tu wieki temu, wpajali katolicką wiarę i nawracali Indian, wierząc, że dawne obyczaje i obrzędy umrą. Jednak tak się nie stało. Kuchnia, sztuka i architektura przepełnione są wspomnieniem o dawnej, wielkiej cywilizacji. Wspomnieniem? Nie, dzisiejsi Peruwiańczycy wcale nie żyją przeszłością- są częścią, kontynuacją inkaskiej kultury.

Czytaj więcej: Najbliższa wyprawa- Peru 2009