Podróże po Ameryce- Krótka chwila w Boliwii

Ruszamy na poszukiwanie fajnego noclegu, tutaj targowanie było bardziej skuteczne, chwila odpoczynku i idziemy zobaczyć co dzieje się w mieście. Copacabana na jeden wieczór to nic szczególnego, właściwie tylko przystanek na drodze do La Paz.

Nasz żołądki domagają się jedzenia, tak więc odnajdujemy przyjemnie wyglądającą restauracje i tam zjadamy kolację. Niestety nie jest to nic typowo boliwijskiego, przestraszeni opowieściami o salmonelli staramy się zjeść coś pewnego. Wszystko było by dobrze gdyby nasze żołądki jednak się nie zbuntowały i powiedziały stop atrakcjom, które im fundowaliśmy w czasie podróży. Niestety musieliśmy zrezygnować z wycieczki po jeziorze i zebrać siły na 3-godzinną podróż do La Paz. Jesteśmy nieprzytomnie, jest nam duszno, zimno, gorąco, niedobrze, ale ostatkiem sił docieramy do La Paz. Ruzanna i tutaj okazała się niezastąpiona z językiem na brodzie biegała po mieście, żeby znaleźć dla nas dobry i tani hotel. Człapiemy do hotelu i padamy do łóżek. Następnego dnia jest już dużo lepiej i możemy sobie pozwolić na zwiedzanie La Paz.
La Paz robie na nas niezwykle wrażenie, nagle ni stąd ni z owąd pojawiają się tysiące ludzi, znakomita większość z nich codziennie przenosi swój dobytek na plecach aby rano rozłożyć się na ulicy i sprzedawać przeróżne towary.Ulice są maksymalnie zatłoczone, pełno na nich przechodniów i samochodów, gwar jest niesamowity. Najbardziej chyba zwracają na siebie uwagę Boliwijki ubrane w tradycyjne długie szerokie spódnice i meloniki (niemalże takie same jaki nosili angielscy gentelmani).Dość dziwne wrażenie robią natomiast zamaskowani młodzi panowie, pracujący jako czyścibuty.Panowie ci noszą czapki typu stara polska kominiarka nasunięta na twarz, robią to ponoć z obawy przed rozpoznaniem przez znajomych, gdyż dla większości z nich praca ta jest sposobem zarabiania na studia. Na koniec udajemy się na Targ Czarownic, podziwiać różne różności, których przeznaczenie nie jest nam do końca znana, może i lepiej, niektóre z nich wyglądają dość podejrzanie i wolę sobie nawet nie wyobrażać jak się tu dostały ( płody lamy na przykład).Jeszcze tylko krótki rzut oka i wracamy do Peru,do Arequipy.