To już jutro...

W sobotę późnym wieczorem mamy samolot do Limy, w Limie lądujemy około 5.30 rano i przesiadamy się na kolejny samolot do Cuzco. Nasłuchawszy się strasznych historii o złodziejskich zapędzach niektórych tubylców uzbroiliśmy się w dodatkowe oko i zarządziliśmy wzmożoną czujnośc, mam jednak nadzieję, że wszystkie to nieprzyjemne sytuacje okażą się dla nas tylko mitem. Obawialiśmy się czy aby na pewno zdążymy na kolejny samolot tym bardziej,że na lotnisku w Limie będziemy jeszcze musieli zapłacić dodatkowy podatek od lotów krajowych ( a póki co jest to dla nas zagadką jak i gdzie to zrobić) jednakże linie lotnicze uprzejmie poinformowały nas, że nasz lot został przesunięty na późniejszą godzinę- co jest nam bardzo na rękę, ot jeden problem mniej. W Cuzco będziemy w niedzielę przed południem planujemy zostawić bagaż i zobaczyć słynny niedzielny bazar w Pisaq, a potem już ruszamy na podój Machu Picchu.........

Tym razem zadanie jest bardziej ambitne, wymaga dłuższych i bardziej pracochłonnych przygotowań i oczywiście większych nakładów sił i środków.Tym razem wybieramy się do Peru i Boliwii. Jak zwykle szerokim łukiem omijamy drogie turystyczne atrakcje, aczkolwiek będąc w Peru nie możemy odmówić sobie zobaczenia mekki turystów, jednego z cudów świata czyli Machu Picchu. Przygotowanie właściwie rozpoczęliśmy w styczniu, a może raczej należy powiedzieć, że podjęliśmy decyzję o wyjeździe, co nie było łatwe....Długo zmagaliśmy się z tematem, gdyż, oczywiście szukaliśmy najtańszych lotów w dobrym termninie czyli nie podczas peruwiańskiej zimy, potem rozpoczęły się zmagania z pracodawcą czyli targi o urlop. Potem już tylko zakup biletów i przygotowanie planu.....

Plan jest prosty- lot z Edynburga do Madrytu, gdzie zamierzamy zweryfikować nasze zdolności lingwistyczne, potem następnego dnia 12 godzinny lot z Madrytu do Limy skąd planujemy przesiąść się na kolejny samolot do Cuzco, niestety czym dłużej zwlekamy z decyzją tym bilety coraz droższe, więc musimy się śpieszyć.........

Zarezerwowanie biletu wydaje się sprawą banalnie prostą, jednakże to tylko pozory. Na początku wszystko pięknie ładnie ( strona jest tłumaczona na angielski) tylko cena mało atrakcyjna, ale nic to..., klikam drukuj rezerwacją , niestety nie ma opcji potwierdzania mailowego. Udało się - wydrukowane potwierdzenia czeka, czeka, czeka już ponad tydzień i nic nadal pieniądze nie zostały pobrane z konta, czy to znaczy, że lecimy za darmo, czy też będę musiała spróbować produkować się po angielsku, a może po prostu pójdziemy na żywioł.

Plan wyjazdu już ustalony, początek zapowiada się ciężko, po nocy w samolocie, kolejny lot i wycieczka na Machu Picchu, której nie nazwałabym zwykłym spacerkiem. Potem trochę luźniej, wracamy do Cuzco, potem dżungla- brzmi nieźle, ale założenie nie jest raczej proste chcemy dotrzeć jak najbliżej wioski Huachipares, następnie zobaczyć potomków Inków czyli plemię Queros, dalej Puno, Titicaca, La Paz i wracamy do Arequipy. Nazca i Pisco, kończymy zwiedzaniem Limy.

Odliczamy już dni do wyjazdu i z niepokojem stwierdzamy, że czasu jest już naprawdę niewiele, ale my wciąż jesteśmy w lesie!!!!!!!!!!!!!