Przeszywający zapach koki

 
W piątkowy wieczór pakujemy się do rozklekotanego autobusy, który lata świetności ma już dawno za sobą ( zakłądając, że kiedykolwiek je miał), mimo to miejsca są oczywiście numerowane:)) Pakowanie autobusu trwa bardzo długo, gdyż Indianie pakują ogromne torby dosłownie gdzie się da, na dach do bagażnika, między siedzenia. Torby te są dość duże, ale dziwnie lekkie, już  po chwili wiemy dlaczego - torby pełne są liści koki. Wszędzie unosi się zapach koki. Indianie zbierają liście koki pakują je potem w torby i zawożą do Cuzco, gdzie za bezcen sprzedają handlarzą narkotyków. Nasie towarzysze podróży mieli po conajmiej kilka toreb każdy i uprzejmie prosili o przejęcie i na czas podróży części łądunku, nie bardzo wiedzieliśmy o co chodzi, ale przezornie odmówiliśmy. Autobus rzęzi okrutnie, zatrzymuje się co chwilę, żeby zabrać kolejnych pasażerów.Następny przystanek jest już jednak zupełni inny, do autobusu wchodzą uzbrojeni  mundurowi i konfiskują skormną część ładunku. Droga robi się coraz bardziej nieciekawa, autobus ze względu na swoje obciążenie ledwie trzyma się drogi, dobrze, że jest ciemno, przynajmniej nie widzimy czym to się może skończyć. W końcu udało nam się zasnąć, ale nie na długo,obudziła nas kolejna kontrola, tym razem panowie nie byli już tak mili nieomieszkali nas przeszukać, niestety doszło też do szarpaniny między nimi, a Inidianami, których torby skonfiskowano niemalże w całości. Panowie byli nieugięci, prawdopodobnie był już ktoś chętny na kokę, którą przewozili Indianie. Wszystko to wyglądało bardzo dramatycznie, z jednej strony wszyscy wiemy, że z liści tych nie będzie herbaty, tylko narkotyki, za drugiej strony jednak koka, którą sprzedają Indianie jest nierzadko ich jedynym środkiem utrzymania.....