wyprawa do Pilcopaty

 
Warunki są raczej spartańskie, aczkolwiek jest czysto i przyjemnie. Najprzyjemniejsze jest jednak śniadanie- sok ze świeżych pomarańczy, świeży jogurt, pieczywo, które  spożywa się w towarzystwie całej rodziny Carmen. Żegnamy się z Carmen i pędzimy na dworzec złapać autobus do Pilcopaty, niestety okazuje się, że autobus  odjechał pół godziny temu, a kursje tylko trzy razy w tygodniu. Tutaj pomocą służy nam taksówkarz, któy pomaga nam dogać się z niewiastą sprzedającą bilety, jak również zawozi nas na przedmieście, gdzi będziemy mogli złapać inny autobus. Ledwie zdążyliśmy wysiąść  z taksówki, a nasze bagaże już zmierzają w kierunku naszego transportu, co się okazuje to nie autobus to ciężarówka. Pakujemy się na cieżarówkę ( za wczasu, żeby zająć dobre miejsca, to w końcu 12 godzin jazdy) razem workami cebuli, ziemniaków, kapustą, ryżem i Indianami. Jeszcze tylko trzeba zaopatrzyć się w wałówkę na drogę i ruszamy.Niestety nie ujechaliśmy daleko ( jakieś 40 minut od miasta), cieżarówka zatrzymuje się gdzieś miedzy  górami ( potworny żar leje sie z nieba, wokół ani kawałka drzewa tylko piach), okazuje się, że z powodu prac wydobywczych na wysokości  droga jest tymczasowo zamknięta, tzn będzie otwarta za 3  godziny. Nie pozostaje nam nic innego tylko czekać, zresztą dla nikogo tutaj nie jest to żadne zaskoczenie. Nigdzie nie widać ani kszty nerwów czy też znierepliwienia. Wokół mnożą się stragany z przenośną, plenerową garkuchnią z czego i my postanawiamy skorzystać. W końcu ruszamy, na szczęści ciężarówka jest wysoka, dzięki czemu nie dokońca zdaję sobie sprawę z faktu iż droga jest niezwykle stroma, kręta i wystarczy jeden niewłaściwy ruch kierowcy i wszyscy skończymy swój żywot na dnie przepaści. Na szczęści lub też nieszczęście o obiad plus kusz z pod kół samochodu, niezwliczona ilość zakrętów równa się mgłości - tak więc siła rzeczy nie mogę się już wychylać i obserwować trasy. Dalej jest już troche lepiej tzn. góry się skończyły zaczęły się okrutne dziury, bo przecież w dżungli nie ma asfaltu. Przejerzamy przez dżunglę jest naprzemian gorąco i wilogotno albo chłodno i duszno. Dżunga zachwyca swoją potęgą  i majestetem zieleni. Wreszcie około godziny 8 wieczorem jesteśmy w Pilcopacie. Miasteczko jest niewielkie i raczej rzadko gości turystów, dlatego też jesteśmy swego rodzaju atrakcją i ciekawostą - w końcu nie przyjechaliśmy z wycieczką tylko ciężarówką z tubylcami. Teraz tylko szybko targujemy się o cenę pokoju, potem prysznic i do łóżka. Następnego dnia planujemy udać się do indiańskiej wioski Santa Rosa doe Huacaria, gdzie można zobaczyć jak żyją Indianie Machuengas.