Z Singapuru do Kambodzy
Wlasnie zbieramy sily na kolejny dzien. Srode spedzilismy jeszcze w Singapurze, tym razem bardzo turystycznie - zoo i wycieczka lodzia przez Singapur; drugiego dnia miasto podobalo nam sie nawet bardziej niz pierwszego, bylismy zauroczeni miedzykulturowa atmosfera miasta jak i jego egzotyka; niestety i tym razem zawiedlismy sie na jedzeniu, probowalismy przekonac sie do tofu i innych rybnych przysmakow , jednakze nie bylo to to czego szukalismy wiec w koncu wyladowalismy w arabskiej dzielnicy na kebabie. Nastepnego dnia ruszylismy z powrotem do Malezji, do Kuala Lumpur. Kuala Lumpur w przeciwienstwie do Singapury za drugim razem cieszy juz znacznie mnie i cale zwiedzanie miasta ogranicza sie do Petronas Towers, meczetu i palacu. Na szczescie miasto jest ogromne i oferuje szereg innych atrakcji, ktorych wcale nie trzeba szukac daleko- ot wystarczy zejsc na dol z hotelu i raczyc sie trunkami i klimatem reggae baru.
Dzis przekroczylismy granice z Krolestwem Kambodzy, gdzie czekal juz na nas nasz nieoceniony przewodnik Say, ktory sluzyl nam opieka w wycieczce po Siem Reap i Angkor. Angkor wyglada znacznie lepiej w rzeczywistosci niz na zdjeciach i przenosi w inny wymiar. Kambodza sama w sobie jest dla nas kwintesencja orientu, prawdziwe oblicze Indochin, wspaniale odlegla i prawdziwa. Jutro czeka nas okolo 10- godzinna podroz do Bangkoku.
Singapur- miasto lwa
Singapur jest zachwycajacy, przytlacza swoimi rozmiarami i potega. Jadac tutaj spodziewalismy sie wielkiej azjatyckiej metropoli, jednak to co zastalismy przekroczylo nasze oczekiwania.
Zbliza sie rok tygrysa, a przygotowania do noworocznych obchodow trwaja tu w najlepsze. Singapur to miasto w prawie 80% zamieszkiwane przez chinczykow, a noworoczne ozdoby bylo juz widac na miesiac wczesniej. Czerwono- zlote miasto- panstwo. Miasto tetni zyciem od rana do poznej nocy, a moze bardzej nawet wieczorem i w nocy, w dzien jest tu upal okrutny. Zatrzymalismy sie na Chinatown czyli chyba w najciekawszym w tej chwili miejscu z racji na zbilizajacy sie chinski Nowy Rok. cala dzielnica tonie w morzu kwiatow lotosu, tygrysow, lampionow i posazkow Buddy. Wszedzie pelno turystow i dziwaczego dla nas chinskiego jadla, ktore poki co nie przypadlo nam do gusto. Omijajac zatloczone ulice pelne uginajacych sie pod ciezarem roznego rodzaju "dziel sztuki wytworow kultury chinskiej" dobr udajemy sie w nieco spokojniejsze miejsca czyli do buddystycznej swiatyniThian Hock Keng- najstarszej i najwiekszej taoistycznej swiatyni z chinskiego regionu Fukien poswieconej bigini morz Mazu Singapur to nie tylko Chinatown, warta zobaczenia jest rowniez dzielnica zwana Little India, ktore stanowi przedsmak Indii jak rowniez tam znajduje sie jedna z wizytowek miasta czyli hidnuska swiatynia Świątynia Mariamman. Idac dalej przez Male Indie nie mozemy sobie odmowic przyjemnosci indyjskiej kuchni, ktora jak zawsze jest smaczna i przewidywalna (mniej wiecej wiem co jem i czego sie po ty spodziewac) a potem juz tylko podziwiamy spryt i zylke do interesow Hindusow, ktorzy handuluja prawie wszytkim i niemalze kazdy przechodzien jest ich przyjacielem. Zaledwie kilka przecznic dalej jest ulica nieslawnych domow publicznych i kawiarni ze stolikami zajmujacymi cale ulice. Zycie towarzystkie toczy sie pelna para, my jednak planujemy zobaczyc jeszcze jak w tej mozaice kulturowej odnajduja sie wyznawcy Allaha. Wszyscy przynajmniej z pozoru swietnie sie ze soba komponuja, nie przeszkadzaja sobie a nawet przenikaja sie wzajemnie.
Na dzis wrazen juz nam wystarczy, padamy na twarz, reszta jutro. |