|
Ostatnie promienie azjatyckiego slonca
Czeka nas okolo 10- godzinna podroz do Bangkoku. Prawdziwe nieszczescie. O ile drogi sa jeszcze w stanie niezlym, komfort autobusow pozostawia wiele do zyczenia. No nic, jakos sie przemeczylismy. A pierwsze wrazenie Bangkoku? Zatloczone, duze miasto, hybryda Azji.
W Tajlandii zwiedzanie rozpoczęliśmy od Mekki turystów czyli Bangkoku. Bangkok rzeczywiście żyje 24/h i jest to życie dość intensywne ubarwione nocnymi imprezami i mocno zakrapiane. Mieszkaliśmy przy najbardziej turystycznej ulicy Koh Sannan Road więc mogliśmy tego doświadczać nieustannie. Niektorzy przyjezdzaja tu tylko naimprezy I tajskie dziewczyny. Czesty widok to jakis bialy, lekko starszawy pan z tajka pod reka. Reszte mozecie sie domyslac sami.
Na szczęście udało nam się troszkę uciec od tego turystycznego gwaru zwiedzając piękne, wytworne, pełne przepychu świątynie buddyjskie. Udalo nam sie zobaczyc targ amuletow I talizmanow, ale nie wiedzac co do czego sluzy, darowalismy sobie robienie jakis prezentow dla bliskich. Bangkok jest bardzo męczący więc postanowiliśmy zobaczyć coś więcej- pojechaliśmy zobaczyć ruiny dawnej stolicy Tajlandii Ayattaya, gdzie udało nam się nawet przejechać na słoniu! Było niesamowicie!
Następnego dnia pojechaliśmy zobaczyć kolejną turystyczną atrakcje Tajlandii czyli pływający market, który kipi kolorami, niezwykłymi owocami, warzywami i innymi wschodnimi cudami, których przeznaczenia do końca nie znamy. Przewodniki mowia, ze warto pojechac tam rano (o ile w ogole)- my nie mielismy po prostu tyle czasu, stad zabralismy sie z wyciaczka chinczykow. Co prawda bylismy rano, a urok i klimat targu nas mocno oczarowal. W ogole lubimy targi, ale ten wydal sie niezwykly, mimo, ze wszystko jest dla turystow, plywajacy market w Damnoen Saduak polecamy.
Ostatnia część naszej podróży to relaks w czystej postaci na tajskiej wyspie Koh Phangan, gdzie biały piasek, niebieściutka woda i palmy, po prostu raj na ziemi. W tym raju spędziliśmy 3 dni mieszkając w domku na plaży, jeżdżąc po wyspie na motorze i korzystając z wody pogody i innych dobroci oferowanych przez Tajów czyli cudownego jedzenia, sauny i masaży. Wszystko dla zdrowia I urody oczywiscie (choc w przypadku Wojtka najlepsze lata juz za nim :)
Potem już tylko trudny powrót do rzeczywistości prawie 26 godzin w busie z wyspy do Kuala Lumpur plus jeszcze 14- godzinny lot i jesteśmy w Londynie.
Swiete miasto Angor
Wreszcie je mamy przed soba- swiete miasto Angor, XII wieczna stolica Kmerow, swiatowe arcydzielo sztuki. Przewodniki pisza, ze jest czyms wiecej niz tylko swiadectwem zycia mieszkancow dzisiejszej Kambodzy. Z poczatku bylismy sceptyczni I oczekiwalismy chwili zobaczenia na wlasne oczy jednego z najwiekszych cudow architektury na swiecie. To, co zobaczylismy, nie rowna sie opisom, zachwalajacym nad niebo czy uroczym fotografiom Angor. Tu trzeba po prostu byc. I nie da sie tego uczucia, spacerujac po Ta Phrnom czy Angor Wat porownac z zadnym innym kompleksem. To miasto jest niepowatarzalne, jedyne, niezapomniane. Przez caly dzien podrozowalismy z naszym przeowdnikiem Say'em, ktorego znalezlismy przez forum oddysei.com. Przewodnik, faktycznie odnalazl sie doskonale w swojej roli, przez caly dzien meczac sie z nami, opowiadajac troche o zyciu w Kambodzy. A nie jest ono latwe. Srednio ludzie zarabiaja tu po $130 miesiecznie, biede widac wszedzie. Gdy nastepnego dnia kupowalismy jakies placki na ulicy, spodziewajac sie, ze za dolara dostaniemy kilka plackow, nastapil szok. Sprzedawczyni zapoakowala nam siatke plackow, bananow smazonych I jeszcze jakis pierozkow. Dla mieszkancow Kambodzy dolar to strasznie duzo. Wiedza to rowniez wszedzie obecne dzieci. Kilkuletnie szkraby, wiecznie brudne I krzyczace, mister, only one dolar! Sprzedaja glownie drobne pamiatki. Przecietna rodzina ma 5-6 dzieci, ktore wychowuje ulica. Wbrew pozorom, turysci, ktorzy kupuja od nich, nie tylko nie pomagaja, ale przyczyniaja sie do ich permamentnej, beznadziejnej sytuacji. Kambodza to kraj dzieci, ale zeby im naprawde pomoc, trzeba zorganizowanej I madrze przemyslanej pomocy. Opuszczamy Kambodze. Bylo szybko, ale intensywnie. Dlugie palmy gdzies na horyzoncie, chatty na palach- typowy krajobraz Indochin zegna nas milo. Kambodza nas uwiodla- jeszcze tu kiedys wrocimy.
|