Santa Rosa de Huacaria

W ten właśnie sposób znaleźliśmy Eloja ( chyba tak pisze się jego imię), który miał nas zaprowadzić do wioski Santa Rosa de Huacaria, po drodze co chwilę napotykamy niesamowite dla nas mieszczuchów gatunki ptaków, motyli, roślin, kwiatów. Droga nie jest trudna, aczkolwiek wysoka temperatura i straszna wilgotność powietrza dają nam się we znaki. Kiedy wreszcie docieramy do wioski zastajemy w niej tylko kobiety i dzieci ( jest jeden mężczyzna, ale podobnie jak większość  nie mówi po hiszpańsku), panowie prawdopodobnie wyruszyli gdzieś w dżunglę. W wiosce jest mnóstwo dzieci, które podzielone na 3 grupy wiekowe większość dnia spędzają w szkolach. Jest szkoła, a właściwie przedszkole dla maluchów, średnich dzieciaków i już troszkę większych. Chociaż goście w wiosce zdarzają się nie częściej niż raz na miesiąc wzbudzamy w dzieciakach umiarkowaną ciekawość. Trochę się nas boją, chowają się, wstydzą.  Domy w wiosce zbudowane są z bambusa, część z nich to chaty kształtem przypominające stożek, a część o małe domki zbudowane na drewnianych palach. Kolorytu temu wszystkiemu dodają spacerujące tu i ówdzie papugi = wielkie, niesamowicie kolorowe Ary. Niesamowite. Wracamy do hotelu, tutejsi już powoli oswoili się z naszym widokiem, uśmiechają się do nas przyjaźnie, a dzieci natomiast nie przejmują się barierą językową i przy posiłku raczą nas historiami swoich zabaw i rodzinnych uroczystości.